Category : Artykuły

W poszukiwaniu straconego czasu, czyli o targetach, planowaniu i brazylijskiej sambie

Nowy Rok skłania do stawiania nowych wyzwań. Znów wypisujemy sobie na brystolu, czy flipcharcie nasze absolutnie nowe super cele ustanowione metodą smart, albo według jej jeszcze nowszych, ulepszonych wersji.

Bo przecież podobno chodzi o to, aby być coraz bardziej skutecznym. Multitasking się nie sprawdził i okazał raczej niewypałem, mimo tego, że składał obietnicę bycia bardziej wydajnym, niż super mrówki i niezniszczalnym jak Terminator.

Obietnica jednak okazała się fałszywa, ponieważ kiedy robisz wszystko naraz, nie robisz niczego naprawdę dobrze. Metody zarządzanie sobą w czasie takie jak Pomodoro, czy batching -dają nam co prawda znacznie lepsze rezultaty, niż wspomniany Multitasking, ale czy w życiu chodzi głównie o to, żeby wyznaczać cele i coraz lepiej zarządzać sobą w czasie i robić jeszcze więcej?

Paradoks wygląda następująco: Europejczycy mają zegarki, ale nie mają czasu. Mieszkańcy innych kontynentów- na przykład Ameryki Południowej nie noszą zegarków, ale mają czas….

My, dumni Europejczycy nawet jeśli jesteśmy tam na wakacjach – czujemy się tym nieco zdziwieni, zniesmaczeni, czy nawet obudzeni…….Jak można egzystować tak bezproduktywnie – po prostu siedzieć, pić rum i cieszyć się beztrosko życiem, bez analizy sytuacji na Wall street, wykresów i robienia globalnych prognoz?

Kubańczycy na przykład – chociaż według kryteriów europejskich – powinni być smutasami i łykać antydepresanty- po prostu radują się bezczelnie, wypalając kolejne cygaro, a Brazylijskie kobiety o dorodnych pośladkach tańczą bezwstydnie zmysłową sambę, nie stosując żadnych drakońskich diet i ciesząc się swoją wybujałą kobiecością.

Europa jest dobrze zorganizowania:
1.Kobiety mają być szczupłe, o ile nie chude i wiecznie młode;
2. Czas ma być wykorzystany maksymalnie i dobrze zagospodarowany;
3.Odpoczynek ma być zaplanowany- jakby nie można było odpoczywać bez planowania..
4.Mamy dużo kupować i do tego odpowiednie marki;
5.Trzeba się pokazywać i znać odpowiednich ludzi;
6. Dobrze jest bywać w odpowiednich miejscach i w odpowiednim czasie;
Można by jeszcze długo wyliczać…

I kiedy tak się zastanawiam nad sensem życia przychodzi mi na myśl opowieść o rybaku i biznesmenie. Jest to tradycyjna opowiastka Brazylijska, którą chcę się z wami podzielić.

„Był kiedyś biznesmen, który siedział na plaży w małej brazylijskiej wsi. W pewnej chwili zobaczył rybaka wiosłującego małą łódką w stronę brzegu, ze złapanymi kilkoma dużymi rybami.
Biznesmen był pod wrażeniem i rozpoczął rozmowę:
-Jak długo zajęło ci złapanie tak wielu ryb?
Rybak odpowiedział:
-Och, tylko krótką chwilę.
-Czemu nie zostaniesz dłużej na morzu i nie złapiesz więcej? –zapytał zdumiony
-To wystarczy, aby nakarmić moją całą rodzinę – odparł rybak. Wtedy biznesmen spytał:
-Więc co robisz przez resztę dnia?
-Zwykle budzę się rano, wychodzę na morze i łapię kilka ryb, potem wracam i bawię się z dziećmi. Po południu, robię sobie drzemkę z moją żoną i gdy nadchodzi wieczór, przyłączam się do moich znajomych ze wsi na drinka – gramy na gitarze, śpiewamy i tańczymy przez całą noc.
Biznesmen zasugerował rybakowi:
-Jestem dyrektorem przedsiębiorstwa. Mogę ci pomóc, aby lepiej ci się żyło. Powinieneś spędzać więcej czasu na morzu i łapać tak wiele ryb, jak to jest możliwe. Wtedy zaoszczędzisz wystarczająco dużo pieniędzy, kupisz większą łódź i będziesz łapać jeszcze więcej ryb. Wkrótce kupisz więcej łódek, założysz własną firmę i własny zakład produkcji konserw. Do tego czasu będziesz mógł przenieść się z tej wsi do Sao Paulo, gdzie będziesz mógł zacząć zajmować się innymi gałęziami zarządzania.
Rybak zapytał:
-A potem?
Biznesmen zaśmiał się serdecznie:
-Potem możesz żyć jak król w swoim własnym domu i będziesz bogaty.
Rybak zapytał:
-A potem?
Biznesmen mówił:
-Potem przejdziesz na emeryturę, przeniesiesz się do domu w małej wiosce, będziesz mógł budzić się rano, łapać kilka ryb, potem wracać do domu i bawić się z dzieciakami, robić sobie przyjemne popołudniowe drzemki z żoną, i kiedy nadejdzie wieczór, możesz przyłączyć się do znajomych na drinka, grać na gitarze, śpiewać i tańczyć przez całą noc!
Rybak spojrzał na biznesmena i odparł spokojnym głosem:
-To jest dokładnie to, co robię teraz…”

Może warto się zatrzymać i zamiast wymyślania kolejnych targetów, rozejrzeć się dookoła, docenić to, co już się ma i zastanowić nad jednym pytaniem:
Czego tak naprawdę chcę i potrzebuję?
Życzę ciekawych refleksji…
Czas bowiem, nawet najlepiej zarządzany- umyka bezpowrotnie wraz z naszym „świetnie zaplanowanym” życiem….

Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt.

 

Minęły święta i sylwester. Zrobiłaś podsumowanie. Jestem ciekawa jak wypadło? Czy cele, które postawiłaś sobie na rok 2017 zostały zrealizowane, czy przepisujesz jest znów na rok kolejny?

Cały czas chodzisz do pracy, która nie przynosi Ci satysfakcji, ale boisz się, że innej nie znajdziesz.

Patrzysz w lustro i wynajdujesz w sobie mnóstwo niedoskonałości. Pomimo, ze inni uważają Cię za kobietę pewną siebie i odnosząca sukces, Ty masz poczucie, że coś Ci umyka, że nie jest tak, jakbyś chciała, żeby było.

Chciałabyś żyć inaczej, być sobą, móc wyrażać siebie.

W pracy zakładasz maski- dobierane skrupulatnie w zależności od tego, z kim masz się spotkać. Inni lubią Twoje maski, inni cenią Cię za Twoje maski. Boisz się pokazać, ze wcale nie jesteś Superbohateką, że w środku drżysz ze strachu, że masz wątpliwości, że chciałabyś pokazać, że lubisz polne kwiaty i spacery w lesie.

Ale kogo to obchodzi? Twoje środowisko podziwia Superwoman, która zawsze ma energię i potrafi wymyśleć rozwiązanie każdego problemu.

A Ty tak naprawdę jesteś inna. Czasem masz energię i jesteś duszą towarzystwa, a czasem lubisz się zaszyć pod kocem z filiżanką gorącej herbaty z kardamonem i gożdzikami.

Twoja Dusza ma dość wyścigu szczurów, ciągłego udowadniania, ciągłego wyrabiania wyników, ciągłego bycia najlepszą.

Twoja Dusza chce, żebyś była wolna, żebyś mogła być naprawdę sobą., żebyś przypomniała sobie, co lubisz robić i jakie masz pasje.

Wybór należy do Ciebie. Możesz powielić schemat sprzed roku o sprzed kilku lat. Możesz znaleźć wymówkę, że przecież wszyscy tak mają i że „tak trzeba”.

A gdybym Ci powiedziała, ze nic nie trzeba. Że to Ty sama jesteś kreatorką swojego życia. Że każda Twoja myśl daje podwaliny Twojego losu.

O czym myślisz ciągle? Czemu dajesz uważność?

I powiem Ci więcej- niezależnie od tego, w którym miejscu jesteś teraz- zmiana jest możliwa. A wszystko zaczyna się od decyzji.

Twojej decyzji.

 

 

„Perfekcyjne święta, czyli jak się zachetać z radością i kolędą na ustach w czasie Adwentu”

Święta. Od drugiego listopada święta Bożego Narodzenia osaczają Cię reklamami, bombkami i choinkami- oślepiając  Ci oczy kolorowymi świecidełkami.

O  świętach się nie da zapomnieć!

Teraz guru marketingu dają Ci całe dwa miesiące, żebyś się mogła przygotować i spełnić oczekiwania wszystkich.

Bank też przychylny- udzieli Ci super kredyciku- jak Cię nie stać na zbytki, w Salonie spa wyklepiesz twarz i ciało przed Pierwszą gwiazdką, żebyś wyglądała jak „nówka sztuka” na Wigilię i będzie dobrze.

A przecież zależy Ci na ich uznaniu- i męża, żeby zauważył jaka jesteś dobrze zorganizowania i gospodarna i rodziny,  i dzieci, i koleżanek z pracy. Ty potrafisz- Ty sama dotaszczyłaś dwumetrowego chojaka, sama go wspaniale ubrałaś tworząc niepowtarzalną atmosferę w domu, wysprzątałaś mieszkanie zgodnie z magicznymi wskazówkami perfekcyjnej Pani Domu. Teraz biegasz po sklepach jak niestrudzony maratończyk zdobywający Koronę Ziemi, aby dogodzić każdemu z Twoich bliskich wybierając ten jedyny, niepowtarzalny prezent.

Potem jeszcze należy zaadresować gusta kulinarne każdego z domowników, wliczając rodziców i teściów- bo przecież nie chcesz, żeby Ci teściowa zarzuciła Ci że ‘serwujesz garmażerkę” i chcesz zasłużyć na pochwałę. Tak więc zanim pokryjesz paznokcie lśniącą cudowną hybrydą- czas pozagniatać pierogi, wstawić kapustę z grochem i przygotować bigosy- tudzież makiełki, czy kutię.

Bo kto jak kto- ale Ty sobie poradzisz! Ty- Gladiatorka i Wojowniczka, patronka Domowego Ogniska i Matka Polka. Ty – kobieta niezłomna i Zosia Samosia- bo delegowanie napawa Cię wstydem, czy poczuciem, winy. Ty chcesz udowodnić, że można  pracować, dodatkowo po pracy zorganizować doskonałe święta i jeszcze nie wyglądać potem jak znoszony kapeć, tylko zadbana, wypoczęta, spełniona kobieta tryskająca optymizmem i energią.

Tylko czy o to tak naprawdę Ci chodzi?

I czy naprawdę tak się czujesz?- czy tylko zakładasz w Wigilię maskę Super-woman, żeby przykryć Twoje zmęczenie i rozczarowanie.

Kiedy rozmawiam czasem z kobietami w grudniu -dzielą się one ze mną ambiwalentnym  stosunkiem do świąt –bo z jednej strony niby czas rodzinny, spokoju i przepełnia ich serca, a z drugiej ogrom pracy, który na siebie nakładają oraz oczekiwania innych przytłaczają je i sprawią, że właśnie w święta- po kilku tygodniach perfekcyjnych, morderczych przygotowań – nie potrafią się już tymi świętami cieszyć.

Zostało jeszcze parę dni. Może warto usiąść na chwilę i pomyśleć o swoich potrzebach. Może warto zamiast przygotowywania samodzielnie 12 potraw iść na masaż Lomi Lomi, albo poczytać książkę.

Może warto odpuścić „perfekcyjne święta” by nie zachetać się z kolędą na ustach. Pamiętaj- to Twój wybór:

Wyczerpana Matka Polka nawet w masce Super –woman nie będzie dobrym rozwiązaniem na Święta – ani dla swoich bliskich, ani tym bardziej dla siebie samej.

„ Bądź zawsze dzielna Agnieszko”, czyli jedno z najważniejszych zdań w moim życiu”

Kiedy byłam młodą dziewczyną czułam się „za jakaś”, albo „niedostatecznie jakaś”- zwykle za gruba, za niska, za mało przebojowa, za mało pewna siebie i za „niedopasowana”.

Pamiętam jeden przykład  z mojego nastoletniego życia – miałam wtedy 16 lat i mój sąsiad z siódmego piętra, który bardzo mi się podobał – zaprosił mnie na osiemnastkę. Spanikowałam- Boże- 18tka u J. – On taki przystojny, a ja taka nie modelka i na dodatek nie skończyłam żadnego kursu tańca. Jak wiadomo- na osiemnastkach trzeba zaprezentować poziom mistrzowski tańczenia. Oczywiście nie poszłam.

Ten właśnie przykład pokazuje Ci moje ówczesne nastawienie- unikanie, zawinięcie kiecy i ucieczka.

Kiedy dostałam mój pierwszy w życiu pamiętnik- kiedyś było coś takiego- czyli taki zeszyt do którego wszyscy się wpisywali – mój Tata napisał mi grubym, ciemnozielonym mazakiem na pierwszej stronie „Bądź zawsze dzielna Agnieszko” (bo kiedyś tak miałam na imię). Mazak mi się nie podobał- był taki poważny, a wpis się nie rymował- pamiętam, że byłam nieco rozczarowana. Koleżanki i koledzy z klasy pisali „rymy częstochowskie” typu „ na górze róże, na dole fiołki, a my się kochajmy jak dwa aniołki” i ozdabiali je pstrokatymi obrazkami.

Sens wpisu mojego Taty zrozumiałam dużą później i wtedy zdałam sobie sprawę, że to było jedno z najważniejszych zdań w moim życiu.

Od tamtego czasu zmieniłam wiele- moje imię, jak i mnóstwo przekonań, które mnie ograniczały. Czy jestem wolna?- od lęku, od krytycznych głosów, od momentów, w których nogi mi drżą?… pewnie nie.

Ale boję się i działam. I dzięki temu milimetr po milimetrze, kawałek po kawałku buduję moje życie takie, jakiego pragnę.

Jest bardzo łatwo i czasem bardzo trudno. Bo apetyt rośnie w miarę jedzenia, a moja niecierpliwość niestety w ciągu tych lat nie zamieniła się w świętą cierpliwość.

Ale moja dojrzałość dała mi świadomość siebie – poczucie własnej wartości, poczucie, że jestem fajną, ciekawą babką. Czy jestem doskonała? – Nie.

Czy jestem perfekcyjna? Nie.

Ale dobrze mi z tym i daję sobie na to przyzwolenie.

Nie zamierzam startować ani w konkursie piękności w Wenezueli, ani konkurować z Einsteinem. Jestem bardzo średnim kierowcą, fatalnym parkowaczem samochodu i mylę się często w kalkulacjach matematycznych. Ale jestem ok.

Jestem ok, bo mam swoje pasje, piszę pamiętniki i wiersze, bo czasem wymaluję jakiś obraz, bo kocham zwierzęta i ludzie mówią, że można na mnie polegać i wtedy mam łzę w oku, ponieważ się wzruszam.

Jestem dojrzałą kobietą. Życie czasem mnie otula, a czasem trochę da po dupie, ale wierzę absolutnie, że jestem szczęściarą.

I już teraz nie uciekam, nawet kiedy się boję. Czasem zanim zrobię ten pierwszy krok muszę trochę postać, odczekać, zastanowić się dłużej. Ale życie to nie wyścig. Poza tym i tak kończy się śmiercią, więc nie muszę się tak strasznie spieszyć. Nie muszę być koniem i woźnica jednocześnie.

Jestem córeczką tatusia, mój ojciec to jeden z najmądrzejszych, najwartościowszych ludzi jakich spotkałam. To on właśnie dał mi dużo miłości, wsparcia, akceptację i wszystko to, co ojciec może dać córce.

Czasem się jeszcze boję Tato- ale już jestem dzielna.

 

 

12 lekcji, których nie nauczono Cię w szkole

W szkole uczą Cię jak rozmnaża się pantofelek, ile rudy żelaza wydobywa się gdzieś na świecie i jakie bitwy wygrał Bolesław Chrobry. Jest to oczywiście wiedza o pewnej wartości, ale w obecnym świecie możemy spokojnie znaleźć ją w Gogolach za naciśnięciem jednego magicznego klawisza na klawiaturze.

Dzisiaj jestem dorosłą, dojrzałą kobietą i kiedy patrzę na nasza polską szkołę z perspektywy czasu, mam wrażenie, że nie uczy ona wielu, niezwykle przydatnych w świecie umiejętności.

A więc- czego nie nauczyła Cię szkoła.

1.Jak mówić o sobie dobrze podkreślając swoje zdolności i mocne strony.

W szkole nauczyciele używają czerwonego markera, którym podkreślają nasze błędy- często jeszcze dodając do tego hałaśliwe wykrzykniki. Dzięki temu dostajemy komunikat : „patrz ile rzeczy zrobiłaś źle”- i taka myśl zakorzenia się w naszej głowie.

2.Jak doceniać to, czego dokonałyśmy i jak świętować sukcesy.

„Udało mi się” mówią często kobiety komentując swoje efektywne przedsięwzięcia. Ten komunikat niesie ze sobą przekaz jakby świadomy wkład tej kobiety w jej własny sukces był znikomy, niemal niezauważalny. Żyję ponad 40 lat na tym padole i jakoś nigdy nie słyszałam, żeby jakikolwiek mężczyzna mówił o sobie, ze coś mu „się udało”.

3.Jak myśleć kreatywnie i niestandardowo, zamiast uczyć się na pamięć i klepać bezmyślnie regułki.

W szkole myślenie postrzega się jako „niewygodne” – nie wiadomo jak je oceniać i nie wiadomo jak się do niego odnieść- lepiej więc uczyć dzieciaki zgodnie z formułą „co poeta chciał przez to powiedzieć” i” odpowiadaj według klucza z podręcznika nauczyciela”.

4.Jak zarządzać swoimi finansami i tworzyć dobrą relację z pieniędzmi. O pieniądzach w ogóle się w procesie nauczania nie wspomina- czego efektem jest nie tylko dość powszechna nieumiejętność zarządzania nimi przez sporą cześć społeczeństwa, ale stają się one tez tematem tabu. Na etapie szkolnym wtłaczane są nam negatywne przekonania typu ”pieniądze nie rosną na drzewach”, czy „są źródłem wszelkiego zła”.

5.Jak zarządzać sobą w czasie. Czas jest jedną z największych wartości, ponieważ jest nieodnawialny- mimo to traktujemy go w szkole po macoszemu. Konsekwencje są widoczne gołym okiem- mnóstwo ludzi żyje w ciągłym biegu, niedoczasie i chaosie.

6.Jak negocjować i stwarzać sytuacje win- win. Jest to niezwykle ważne, ale dla przeciętnej szkoły zbyt skomplikowane, żeby zawracać sobie tym głowę.

7.Jak radzić sobie skutecznie ze stresem. Coraz więcej dzieciaków cierpi na stany depresyjne, zaburzenia odżywiania, czy inne dysfunkcje, ponieważ nie umie radzić sobie w sposób konstruktywny ze stresem w szkole. Jeśli nie nauczymy się radzić sobie ze stresem jako młodzi ludzie- jako dorośli powielamy złe wzorce i nierzadko lądujemy na psychoterapii, albo z wrzodami żołądka.

8.Jak budować zdrowe, wspierające relacje z innymi. Nasze życie to relacje- biznes, życie prywatne- tam rodzą się przyjaźnie, trwałe związki i miłość. Tymczasem obecnie dzieciaki „siedzą” głownie z nosami w smartfonach budując „sieć pseudo-przyjaciół na fejsie i Instagramie na podstawie ilości lajkow.

9.Jak odcinać się od toksycznych ludzi i nie pozwalać im korzystać z naszej energii. Toksyczni ludzie potrafią nas zniszczyć- jeśli tkwimy w takich relacjach i nie potrafimy asertywnie wyznaczać granic kładziemy na szalę nasze zdrowie, psychikę i radość życia.

10.Jak uprawiać bezpieczny seks i mieć z tego fun. W naszym pobożnym kraju nie mówi się głośno o seksie – bo nie wypada. Efektem braku edukacji seksualnej są niechciane ciąże, niekochane dzieci i uczenie się seksu na podstawie wzorców z filmów porno i Internetu.

11.Jak zarządzać swoja energią – jak korzystać ze stanu flow, jak odpoczywać i jak pracować mądrze. Cały czas wtłacza nam się do głowy, ze „bez pracy nie ma kołaczy” i „ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz”.Kończymy szkoły mając mózg napakowany często bezwartościową, encyklopedyczną wiedzą. Nie umiemy natomiast odpoczywać aktywnie, „ładować baterii” i wypalamy się po kilku latach siermiężnej harówki.

12. Jak być wartościowym człowiekiem dlatego, że masz dobre serce, a nie dobre stopnie. W szkole liczą się stopnie. I często niestety tylko one.

Cale szczęście ja sama skończyłam szkołę już dawno temu i dzięki Bogu nie zabiła ona mojej ciekawości świata, kreatywności i chęci do nauki.

„Obecność, czyli jestem…”

 

Śpię z moim kotem. Albo mój kot śpi ze mną. Dlaczego o tym piszę?

Piszę o tym, ponieważ kiedy budzę się w nocy i przewracam z boku na bok -to moja ręka napotyka ciepłą, miękką łapkę, albo mordkę. OBECNOŚĆ. Po prostu wiem, że ten zwierzak tam jest i ta obecność mnie bardzo uspokaja. Sama jej świadomość- świadomość tego, że jakieś małe, kocie serduszko bije tuż obok mojego. I to, że on jest obok- po prostu wystarcza.

A ile obecności jest w Twoim życiu? Pędzimy coraz szybciej, nakładamy na siebie coraz więcej zadań i obowiązków – że wreszcie budzimy się któregoś poranka umęczone i poranione kolcami, które same wyhodowałyśmy w swoim ogródku. Mutitaskig- czyli wielozadaniowość- tak bardzo gloryfikowana jeszcze niedawno ( i pewnie ciągle w korporacjach i dużych firmach) okazuje się być z założenia błędna. Koncentrując się na dwudziestu zadaniach równocześnie – nie koncentrujesz się na żadnym w stu procentach.

Jeśli jakiś produkt jest dla wszystkich – to jest tak naprawdę dla nikogo. Jeśli łapiesz dziesięć przysłowiowych srok za ogon- możesz wylądować z resztką piór w ręku i poczuciem frustracji oraz zmęczenia.

Nie każę Ci wyjeżdżać na Polinezję Francuską i medytować na plaży przez pół dnia (chociaż może byłoby to ukojeniem dla Twojej duszy) , ale chcę, abyś zwróciła uwagę na samą siebie dając  sobie otulenie, uważność, zauważenie  i czułość.

Jeśli to zrobisz i będziesz robić regularnie- Twoje ciało i dusza na pewno Ci się odwdzięczą, a jeśli nie – to pewnie w końcu dopadną Cię w postaci wycieńczenia, rozdrażnienia, choroby, albo poczucia braku sensu.

Co więc możesz zrobić, aby być na siebie bardziej uważną?

1.Zatrzymaj się w ciągu dnia, najlepiej kilka razy. Weź kilka głębokich oddechów- zaobserwuj co czuje Twoje ciało- ono jest doskonałym barometrem. Może potrzebuje coś zjeść, albo chwile odpocząć, albo wyjść na parę minut na powietrze.

Być może powiesz- że nie masz na to czasu. Ale kiedy posłuchasz potrzeb swojego ciała z pewnością wzrośnie Twoja efektywność w dalszej pracy. To na pewno nie będzie stracony czas.

2Poświęć odpowiednią ilość czasu na zjedzenie posiłku- jedz powoli i świadomie- dzięki temu Twoje kubki smakowe na pewno będą miały większa ucztę, poza tym prawdopodobnie zjesz mniej.

3Celebruj swoje rytuały – na przykład picie dobrej herbaty i kawy, lub modlitwa. Jeśli takich nie masz – zastanów się co dałoby Ci wgląd w siebie i stanowiłoby „świętą chwilę”- chwilę na randkę ze sobą.

4Zadbaj o swoją duszę- co ona lubi robić? Chodzić do teatru, a może malować, a może pisać wiersze? Jeżeli jesteś tak zapędzona, ze zapomniałaś co sprawia Ci prawdziwą frajdę – być może warto wrócić do czasów dzieciństwa i przypomnieć sobie co dawało Ci autentyczną radość.

5.Pielęgnuj w sobie wewnętrzne dziecko i pozwól mu się bawić. Wiem wiem- zaraz mi powiesz, że jesteś poważną kobietą, mamą, panią dyrektor, że nie w tym wieku i że nie wypada. A ja na to – wypada, wypada i zabawa jest tak samo ważna w życiu jak praca, obowiązki i zobowiązania.

Zapytaj siebie co lubi Twój wewnętrzny radosny dzieciak- co by go uradowało? Może ma ochotę potańczyć boso przy zwariowanej muzyce, albo zapisać się na kurs lepienia garnków, albo do teatru impro? A może chce po prostu wyjechać do lasu i pozbierać grzyby w lesie, albo kwiaty na łące? Daj sobie pozwolenie na bycie radosną, daj sonie pozwolenie na cieszenie się życiem.

Bądź obecna. Bądź sobą- pozwól sobie na radość i lekkość. Nie musisz robić rewolucji, nie musisz jak Gauguin wyjeżdżać na Tahiti, ale zrób mały krok do tego, alby poczuć siebie prawdziwą… a potem następny…

Być może to nie dla Ciebie – wtedy zawsze możesz zawrócić..Ale może zaczną dziać się cuda….

Bądź obecna w swoim życiu.

 

„Nigdy nie jest za późno, czyli wybierz siebie i to, co naprawdę dla Ciebie ważne”

Kim jestem?

Jak często zadajesz sobie to pytanie?

Żyjesz w zapędzeniu, w mackach bieżączki, w zapętleniu, biegnąc prosto do domu z korporacji, stojąc w korkach, martwiąc się tym, że jeszcze tylu rzeczy nie zrobiłaś, że nie zdążysz.

Świat goni. A Tobie wpojono, że masz gonić razem z nim, bo inaczej coś Cie ominie. Na tej karuzeli szaleńców zapomniałaś już, kim jesteś i jakie miałaś kiedyś marzenia.

Marzenia.

Dzieci potrafią marzyć. My, dorosłe kobiety już często nie- zapętlone, zabiegane, mające poczucie, że ciągle jest jeszcze tyle do nadgonienia.

STOP

Czasem tym „stop” jest choroba, która nas dopada, kładzie do łóżka i każe zweryfikować dotychczasowe myślenie i styl życia. Jakże często nagle okazuje, że sprawy do tej pory „wagi państwowej” są zupełnie bez znaczenia.  Jakże często ludzie po ciężkich chorobach mówią, że były one błogosławieństwem – bo nagle zaczęli naprawdę żyć i wybierać to, co ważne.

Twój stop nie musi przyjść w postaci choroby. Ty sama możesz już teraz przyjrzeć się swojemu życiu i zadąć sobie kluczowe pytanie:

Kim jestem?

Czego pragnę?

W czym widzę głęboki sens?

Jeśli ostatni raz zadawałaś sobie te pytania przed maturą- z pewnością dzisiaj odkryjesz inne odpowiedzi.

Nie jestestw trybikiem w maszynie.

Nie jesteś liściem na wietrze.

Nie jesteś dziewczynką z zapałkami.

Jesteś kobietą- dorosłą kobietą, która ma ogromny wpływ na swoje życie. Jeśli czujesz się szczęśliwa, spełniona i pełna energii- to oczywiście ten artykuł nie odnosi się do Ciebie.

Ale jeżeli jest inaczej, jeśli gdzieś po drodze zagubiłaś prawdziwą siebie – może warto chociaż spróbować odkryć siebie na nowo, tak zdrowo i egoistycznie – postawić znów na swoje potrzeby – bo jeśli Ty będziesz szczęśliwa- szczęśliwi będą również Twoi bliscy- Twój partner, Twoje dzieci, Ty w pracy….

Być może kiedyś wybrałaś inaczej- bo rodzice, bo presja otoczenia, bo wtedy nie widziałaś innej perspektywy. Ale dzisiaj jesteś świadomą siebie kobietą- możesz wybrać jeszcze raz, możesz zacząć od nowa, zgodnie z tym, co czujesz w sercu, zgodnie z własnymi wartościami.

Już słyszę jak mówisz, ze to trudne. Ale czy nie jest trudne życie, które Ci się nie podoba, które jest nijakie, które nie ma nasyconych barw, ani radości?

Jesteś wyjątkowa. Jesteś niesamowita. Być może przez wiele lat nazbierałaś wiele negatywnych przekonań na temat siebie samej, może przykryłaś się iluzjami ego, w które uwierzyłaś i których stałaś się więźniem.

Ale pamiętaj- nie musi tak być!

Ile masz lat? Trzydzieści? Czterdzieści? – i mówisz że jest za późno. A ja Ci mówię, ze kobiety żyją obecnie średnio 80-90 lat, a będą żyły jeszcze dłużej. Więc zanim zostaniesz staruszką masz przed sobą jakieś pól wieku.

A jeśli zapomniałaś co lubisz, wrzuciłaś swoją kobiecość w kąt i nie wiesz, co w danym momencie jest dla Ciebie tak naprawdę ważne – zapraszam Cię na wstępną sesje konsultacyjna ze mną. Wspólnie przyjrzymy się Twojej sytuacji i zobaczymy czy praca ze mną jest dla Ciebie najlepszym rozwiązaniem.

 

„Zrzuć pancerz cudzych oczekiwań i pokaż światu swoją wyjątkowość”.

Po co się urodziłaś?

Czy zadajesz sobie to pytanie? Czy  zadajesz sobie pytanie „jaki sens ma moje życie”?

Kiedy rozmawiam czasem z kobietami- mam wrażenie, że część z nich walczy, niesie krzyż na swoich barkach, niesie ogromny bagaż, szamocze się miedzy cudzymi oczekiwaniami, miedzy zobowiązaniami rodzinnymi i zawodowymi, biegnie, walczy, upada, zmaga się z życiem, czuje się uwikłana…

Kiedy byłaś małą dziewczynką świat był prosty. Szczęściem był piękny dzień słoneczny i pierogi z jagodami, radością spacer po parku.

Ale potem na Twojej niewinnej ścieżce pojawili się nieżyczliwi ludzie- krytycy, sędziowie, kaci, inkwizytorzy.

Byłaś piękna – lekka, zwiewna, nieskalana oceną, ani krytyką, nie zbrukana, nie wsadzona w imadła społecznych ról i wzorców.

Ale „Im” to przeszkadzało- dziewczynka zamieniająca się w kobietę jest groźna- ma w obie potencjał swojej seksualności, zmysłowości i mocy wewnętrznej, ma kontakt ze swoją intuicją i czyta sygnały ze swego ciał, ma w sobie kreatywność i siłę tworzenia, może być  nieokiełznana i niepowstrzymana jak Wodospad Niagara.

„To niedobrze”- pomyśleli oprawcy.

Jaki był cel inkwizytorów?

Jaki był cel Twoich toksycznych związków, mężczyzn, którzy Cię ściągali w dół, autorytarnych opiekunów, tyranizujących szefów, czy nauczycieli?

Miałaś się stać uległa, zniewolona, poczuć winę i wstyd, ukarać się za bycie zbyt ponętną, stłamsić swój popęd seksualny, nie dotrzeć do swojej mocy, stać się słaba, zależna od mężczyzny, zależna od osądów innych ludzi, niestabilna emocjonalnie, niewierząca w siebie, podważająca swoje zdanie, niewarta i niezasługująca.

Miałaś paść na kolana i błagać innych o to, by Cię polubili, by Cię zaakceptowali, by Ci powiedzieli jak żyć, bo sama przestałaś sobie ufać. Miałaś się poczuć kaleką, niedoskonałym wytworem, maiłaś przestać wierzyć swoim słowom…

Już nadszedł czas, byś zrzuciła pancerz cudzych oczekiwań, byś przestała przepraszać, za to, że żyjesz, że chcesz odnieść sukces, ze chcesz być sobą.

Po co się urodziłaś?

Jaki jest sens Twojego życia?

A jakby to było, gdybyś pokazała światu całą swoją niedoskonałą doskonałość, gdybyś zaczęła jaśnieć blaskiem swojej gwiazdy nie zważając na innych?

Gdybyś już wiedziała, że jesteś diamentem?

Wszystko, czego potrzebujesz, jest już w Tobie. Już czas, abyś po to sięgnęła z odwagą i z radością. Już czas, abyś pokazała prawdziwą siebie- Kobietę Totalną, Absolutną, Wyjątkową…

 

„Kocham rolę ofiary, czyli lepszy diabeł, którego znasz”

Przypadki są podobno tylko w gramatyce. Kobiety, do których lgną toksyczni mężczyźni często przerabiają w swoim życiu kilka casów. Niektóre się uczą. Inne nie. Niektóre ciągle przyciągają nieodpowiednich, niszczących partnerów.
Role ofiary, w którą podświadomie lub świadomie wchodzą – wydaje się być ciągle dość popularna. Wiem, że toksycznie partnerzy są trudni, manipulują i powodują, że kobiety zatrącają same siebie. Ale mam też nieodparte wrażenie, że część z tych kobiet po prostu znajduje jakąś masochistyczną radość w byciu ze swoim oprawcą- w byciu okłamywana, zdradzaną, czy manipulowaną.

Wydaje mi się, że te kobiety tak bardzo przyzwyczaiły się do życia na karuzeli, do życia w emocjonalnym piekle, do ciała otoczonego drutem kolczastym i do zniewolonego umysłu, że perspektywa uwolnienia się od toksycznego związku zwyczajnie je przeraża.

Bo może lepiej być w znanym piekle- chociaż wypala ono oczy żrącym kwasem i sprowadza kobietę do roli często zabawki, seksualnego przedmiotu, do roli nikogo..

Mimo wszystko- mimo ogromnego rozdarcia emocjonalnego- partnerki toksycznych mężczyzn wydają się tak bardzo przyzwyczaić do nienormalnych sytuacji- że powrót „do normalności” jest ponad ich siły.

Dlaczego rezygnują? Ze strachu- ze strachu przed tym, co będzie potem. Dlatego wybierają swój krzyż i wolą go od normalnego życia? Ponieważ ten krzyż znają. To korona cierniowa, która wbija im się w płaty mózgu i którą utożsamiają z bolesnym sensem egzystencji.

Co czuję, kiedy widzę kolejną kobietę, która ze strachu przed lepszym życiem decyduje się na zostanie w piekle, w iluzji, w gównie, z którego sama zdaje sobie sprawę, ale je ciągle racjonalizuje?

Czuję żal, smutek i złość. Ale nie jestem w stanie pomoc komuś, kto taką pomoc odrzuca.

Możesz oszukać cały świat i powiedzieć, ze masz świetnego partnera, możesz oszukać wszystkich wokół i siebie włącznie.

Tylko po jaką ja cholerę się pytam????????????!!!!!!!!!!!!

To jest Twoje życie.

„Szklanka do połowy pełna, czyli porady optymistki”

Jestem optymistką. Jestem optymistką, bo tak wybrałam. I naprawdę łatwiej mi się żyje, kiedy widzę szklankę do połowy pełną.

Zauważyłam pewne zjawisko: z jednej strony mamy kult pozytywnego myślenia, z drugiej zaś, szczególnie w naszym kraju nad Wisłą kiedy spytasz statystycznego Kowalskiego „Co słychać” -dostaniesz często odpowiedź w stylu: „stara bida”, „po staremu”, „średnio” i tak dalej.

Co robić, żeby nie poddać się naszemu narodowemu narzekaniu i na dodatek nie popaść w szpony jesiennej chandry?

Oto kilka moich sposobów, które być może będą przydatne również dla Ciebie.

1.Miej pozytywne nastawnie i z całego serca uwierz, że świat Ci sprzyja i że Wszechświat Cię wspiera. Nie chodzi o bezsensowne klepanie afirmacji. Ważne jest to, co czujesz w środku- jeśli nawet dziś nie masz w ręku szklanki do połowy pełnej zrób eksperyment i świadomie wybieraj pozytywne nastawienie przez najbliższe dwa-trzy tygodnie. To nic nie kosztuje, a możesz zauważyć sporą zmianę…

2.Unikaj maruderów, ofiar losu i męczenników. Typ „OJBIN”, czyli „o ja biedna i nieszczęśliwa” zawsze ma pod górkę , zawsze jest nawiedzany przez wszystkie kataklizmy świata i chętnie pociągnie Cię w otchłań nieszczęścia – bo razem zawsze przyjemniej się leci i jeszcze można ponarzekać dodatkowo po drodze, zanim rozbijecie się o skały. Jeśli musisz z takimi ludźmi przebywać- zmień temat rozmowy- uprzejmie, ale stanowczo. Wylewanie trucizny przez OJBIN na Twoją głowę na pewno nie usprawni Twojego życia.

3.Świadomie używaj swoich słów. Kiedy wpadamy w słowotok, zapominamy czasem o tym, że słowa mają moc. To, co negatywne- tworzy negatywne, niskie wibracje. Pamiętaj, że podobne przyciąga podobne-wybieraj więc odpowiednie słowa.

4.Nie roztrząsaj problemów- znam ludzi, którzy rozkoszują się wręcz w mówieniu o swoich chorobach, niepowodzeniach i porażkach. Koncentruj się na rozwiązaniach, a jeśli już coś negatywnego Ci się przydarzyło- nie dziel włosa na czworo i nie roztrząsaj przeszłości.  Roztrząsanie jej może Ci przynieść jedynie jeszcze więcej kłopotów – patrz poprzedni punkt- podobne przyciąga podobne. Pamiętaj też, że to na czym się skupisz, rośnie. Skupiaj się więc na rzeczach pozytywnych

5.Jeśli już naprawdę masz fatalny dzień i sprawy wybitnie nie idą po Twojej myśli- przeznacz określoną ilość czasu- na przykład godzinę, lub dwie na ponarzekanie, pobiadolenie, popłakanie w poduszkę, albo poubolewanie nad Twoim ciężkim losem. Najlepiej nastaw sobie budzik, który odmierzy Ci konkretny czas. Kiedy dana godzina, lub dwie się skończą, Ty również zakończ rytuał biadolenia. Być może na początku wyda Ci się to trochę sztuczne- ale zapewniam Cię, że ta metoda działa- z jednej strony możesz pozbyć się złych emocji, a z drugiej nie zmarnujesz całego dnia na utyskiwaniu. Przynajmniej spróbuj, a jeśli uznasz ten sposób za nieefektywny dla Ciebie- po prostu nie będziesz go stosować.

6.Utrzymuj wysoki poziom swojej energii. Możesz to zrobić na wiele sposobów- ja podam Ci te, które sama uważam za skuteczne

a)uprawianie sportu- powoduje to wydzielanie się cudownych endorfin- pod warunkiem oczywiście, ze daną dyscyplinę lubisz- inaczej to będzie katorga, z której i tak prędzej, czy później zrezygnujesz umęczona

b)uprawianie seksu- też wydzielają się endorfiny i czujemy się wspaniale- poza tym seks jest dobry po prostu dla zdrowotności

c)dbanie o relacje- spotkania z inspirującymi ludźmi, spotkania z przyjaciółmi, pielęgnowanie głębokich relacji z naszymi bliskimi.

I pamiętaj, że to Ty sama decydujesz o swoim samopoczuciu i to od Ciebie zależy, czy zasilisz rzeszę optymistów, czy dołączysz do grona wiecznie niezadowolonych maruderów.

1 2 3 6